Księgarnia Internetowa

O nas

Liga Biblijna jest chrześcijańską, ponadwyznaniową organizacją misyjną. Swoją działalność rozpoczęła w Stanach Zjednoczonych, w 1938 roku. Zasięgiem objęła ponad 80 krajów świata na wszystkich kontynentach, a dzięki staraniom jednego z liderów o wielkim sercu dla Polski w 2001 roku działalność rozpoczęła również u nas.

Więcej …

Szukaj

Wszystko ma swój czas

Moją pierwszą reakcją na wiadomość, że jestem chora było zwykłe ludzkie wycie, skulona pod ścianą, nie zgadzałam się na to, co mi niosło życie.
Byłam osobą „tradycyjnie wierzącą” – chodziłam do kościoła, klękałam i wstawałam, nie wierzyłam jednak ani w cuda, ani w Boga działającego realnie. Nie wierzyłam też w instytucję kościoła, w sakramenty, a największym problemem wiary było uwierzyć w zmartwychwstanie, nie tylko Jezusa, który żył kiedyś tam, ale przede wszystkim w to, że kiedyś i ja mogłabym tego doświadczyć. Moi współwyznawcy rzadko wierzyli w cuda, a najtrudniej przychodziło im uwierzyć w to, co jest sednem chrześcijaństwa.
Nie traktowałam też poważnie Biblii; była dla mnie zbiorem ładnych poezji, filozofii, motywów literackich, bez szczególnego znaczenia w moim życiu. Była to jedna z wielu książek, które poznawałam i którą traktowałam jak książkę – fikcję. W sumie więc nie miałam głębszej relacji z Bogiem.
Jednak to wszystko zaczęło się powoli zmieniać. Moje nawrócenie nastąpiło w bardzo zwyczajnych okolicznościach – przeżywałam duchową pustkę, rozgoryczenie tradycyjnym kościołem, trudności ze znalezieniem swego miejsca w życiu – ciągłe problemy z pracą i wreszcie rozstanie z dotychczasowym partnerem. Wszystko razem sprawiło, że stałam się zahukanym kłębkiem nerwów, żyjącym w ciągłym strachu przed jutrem. W tym momencie przypomniałam sobie o moich znajomych – chrześcijańskim małżeństwie – Beacie i Olku. Wiedziałam, że są wierzący, znałam ich z pracy, ale najważniejszą, uderzającą cechą był Boży pokój w ich sercach. Tego pokoju, wewnętrznej stabilności i pewności, że Bóg jest i czuwa – po prostu im pozazdrościłam. Zapytałam Olka, czy mogę przyjść na nabożeństwo. Miałam głód słowa Bożego, chciałam Bogu opowiedzieć o swoich problemach, mieć z Nim relację. Po pierwszej „wizycie” w kościele były następne. Nie potrzebowałam liturgii, obrazów i teologii. Tam, uczyłam się modlić swoimi słowami, wierzyć w obietnice Boga dla ludzi, w Jego obecność w moim życiu. Wielką pomocą w przyjęciu i uznaniu Jezusa, jako mojego Pana, była lektura ewangelii Jana. Z taką propozycją przyszedł pastor Sebastian i myślę, że to była ostatnia na to chwila. Najważniejszym dla mnie fragmentem stała się obietnica Bożego pokoju dla tych, którzy uwierzą, oddadzą życie Jezusowi.
Wkrótce po zakończeniu studiowania ewangelii, kiedy zaufałam Bogu, okazało się, że jestem chora – miałam nowotwór. Mam przekonanie, że Bóg nade mną czuwał – nie zbagatelizowałam bardzo drobnego objawu, miałam niepokój, tak, jakby ktoś kazał mi robić niektóre nietypowe badania. Podobnie czułam się wcześniej także wtedy, kiedy zamiast wyjechać do pracy za granicę, wbrew sobie, zostałam w Polsce. Gdybym wyjechała, pewnie dużo czasu by upłynęło zanim przebadałabym się.
Moją pierwszą reakcją na wiadomość, że jestem chora było zwykłe ludzkie wycie, skulona pod ścianą, nie zgadzałam się na to, co mi niosło życie. Ten stan trwał dopóty, dopóki nie przełamałam wewnętrznej niechęci do prośby o modlitwę o moje uzdrowienie. Po pierwszej modlitwie, prosiłam o kolejne, chociaż wcześniej wydawało mi się to bardzo nieracjonalne. Bóg dał pokój, jakiego nie dał mi żaden lekarz. Dzięki Jego pomocy przetrwałam. Bez wiary i świadomości Bożej opieki nie udałoby mi się przejść kolejnych doświadczeń: dalszych badań, biopsji, operacji, chemioterapii. Teraz czeka mnie jeszcze jedna operacja, ale mam ciągle świadomość, że Bóg jest, działa, nie zostawi mnie, przeprowadzi przez wszystko, także wtedy, kiedy trzeba będzie przejść na drugą stronę. I najważniejsze – to nie będzie koniec.

Read moreMoją pierwszą reakcją na wiadomość, że jestem chora było zwykłe ludzkie wycie, skulona pod ścianą, nie zgadzałam się na to, co mi niosło życie.

Byłam osobą „tradycyjnie wierzącą” – chodziłam do kościoła, klękałam i wstawałam, nie wierzyłam jednak ani w cuda, ani w Boga działającego realnie. Nie wierzyłam też w instytucję kościoła, w sakramenty, a największym problemem wiary było uwierzyć w zmartwychwstanie, nie tylko Jezusa, który żył kiedyś tam, ale przede wszystkim w to, że kiedyś i ja mogłabym tego doświadczyć. Moi współwyznawcy rzadko wierzyli w cuda, a najtrudniej przychodziło im uwierzyć w to, co jest sednem chrześcijaństwa.

Nie traktowałam też poważnie Biblii; była dla mnie zbiorem ładnych poezji, filozofii, motywów literackich, bez szczególnego znaczenia w moim życiu. Była to jedna z wielu książek, które poznawałam i którą traktowałam jak książkę – fikcję. W sumie więc nie miałam głębszej relacji z Bogiem.

Więcej…
 
Dwukrotnie uratowany z ognia

Read more

Roman, to odsiadujący wyrok więzienia człowiek, którego droga życiowa prowadziła wprost do ognia. Tak w wymiarze duchowym, jak i tym dosłownym. Poniżej, jego historia jaką podzielił się ze swoim "Filipem" Irkiem.

Więcej…
 
Dwie pieczenie na jednym ogniu

Read more

Zawsze się zastanawiałem, co zrobić, aby tych, którym głoszę zatrzymać na dłużej. Często bywało tak, że człowiek usłyszał ewangelie i na tym się kończyło. Nie miałem punktu zaczepienia, aby poprowadzić go dalej. Tylu ludzi się wokół mnie przewinęło, tylu już usłyszało Dobrą Nowicę i co? I zwyczajnie nic. Frustrowało mnie to.

Więcej…
 
(C) 2009 - 2015 Liga Biblijna w Polsce | realizacja medox.pl | projekt graficzny grafium.com.pl

Ta strona używa cookie m. in. w celach statystycznych. Dowiedz się więcej na ich temat i o zmianie ustawień w przeglądarce.
Korzystając z niniejszej strony, wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.