|
Jej jarzmo otyłości sięga czasów dzieciństwa i trwa około 40 lat. Można powiedzieć, że podobnie jak Izraelici, latami przyszło jej chodzić po pustyni, pustyni kompleksów i wielu upokorzeń. Nawet najbliżsi nie byli w stanie tego zaakceptować, wstydzili się. Mówili: Ewa! Musisz coś z tym zrobić!
Ewa od zawsze była katoliczką. Uważała się za osobę wierzącą, ale jak sama przyznaje – nie znała Boga. „Był On dla mnie takim Stwórcą, który jest daleko, patrzy na ziemię i interesuje się ludzkością, jako całością, pilnuje wypełnienia przykazań i rozlicza ludzi z ich grzechów”.
W 1999 roku Ewa dołącza do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym i tam po raz pierwszy spotyka żywego Boga. Jakiego? „Takiego, który zna mnie po imieniu. Boga, który mieszka w ludzkich sercach”. W Odnowie podejmuje decyzję o nawróceniu (przemianie duchowej, zmianie sposobu myślenia i postępowania) i jeszcze tego samego roku na kursie ewangelizacyjnym Szkoły Nowej Ewangelizacji „Filip” oddaje swoje życie Jezusowi ogłaszając Go Panem.
Po tym duchowym doświadczeniu często woła do Boga: „Boże pomóż mi…”, ale w głębi duszy nie wierzy, że Bóg chce cokolwiek zmienić w jej w koszmarnym problemie otyłości. Modlitwa. Jedna, druga… Żadnych zmian. „To właśnie z tego powodu, pomimo nawrócenia, w mojej relacji z Bogiem ciągle było dużo żalu o to, że mi nie pomaga. To było jak zaklęte koło – Bóg mi nie pomaga, więc ja Mu nie ufam – ja Mu nie ufam, więc tak naprawdę nie pozwałam Mu sobie pomóc”. Przez ten pryzmat Ewa patrzy na wszystkie wydarzenia swojego życia nie dostrzegając prawdy o tym, że Bóg, pomimo wszystko jest w jej życiu i ratuje od chwili poczęcia.
Ewa wpada w poważny kryzys: „Moja otyłość zaciążyła nad całym moim życiem, doprowadziła do ogromnych kompleksów, rzutowała na moje relacje z ludźmi, zabiła moją wiarę w siebie, moją wiarę w to, że mogę być szczęśliwa. Zabiła nawet moje zaufanie Bogu”. W 2009 roku całkowicie traci wolę walki, co doprowadza ją do niebezpiecznego punktu kulminacyjnego i wagi, jakiej nigdy wcześniej nie osiągnęła. Kolejny życiowy przystanek to ROZPACZ: „Kiedy jadłam, pamiętam czasami swoje myśli niemocy: … żeby się tak zajeść na śmierć”.
Pod koniec 2009 roku Ewa rozpoczyna kolejny etap drogi z Bogiem. To jak kolejna szansa. Bóg posyła do niej dobrego znajomego, który jest jednocześnie człowiekiem wiary. Ten, niczym nowotestamentowy Filip, objawia Ewie prawdę. „Henryk pokazał mi, co Bóg myśli o człowieku, prawdę o mojej postawie wobec Boga i o – jak to ja nazywałam – „problemie otyłości”.
Dobry znajomy proponuje Ewie pomoc w jej syzyfowych zmaganiach, ale ona się zastanawia, walczy ze strachem i wstydem. Nie jest łatwo, ale wygrywa i daje sobie kolejną szansę: „Trzynastego września wyruszyłam w drogę odchudzania z Bogiem. Ważyłam wtedy 119,3 kg. przy wzroście 164 cm. Priorytetową sprawą było stanięcie przed Bogiem w prawdzie o sobie samej i nazwanie mojego „problemu otyłości” – „grzechem obżarstwa” oraz przeproszenie Boga za ten grzech. Konsekwencją tego grzechu było zajadanie moich problemów, rozwiązywanie ich przez lodówkę. To Jezusowi oddałam swoje życie, to On był moim Panem, a ja pozwalałam grzechowi panować nad sobą”. Dopiero teraz, kiedy Ewa przyznaje się do tej prawdy, może ruszyć dalej. To pierwszy krok ku wolności. Dopiero teraz może powiedzieć: „Nie żyję po to, aby jeść, ale jem po to, aby żyć”.
Następny, strategiczny krok, jaki podejmuje, to wejście w Słowo Boże, które staje się jej drogowskazem, siłą na każdy dzień i co najważniejsze – pozwala jej poznać realnego Boga. Jaki wpływ wywiera na nią Biblia? „Poprzez Słowo Boże budowała się moja droga zaufania Bogu. Pomogło mi w tym cotygodniowe, wspólnotowe rozważanie Ewangelii Jana prowadzone na podstawie materiałów Ligi Biblijnej w „Projekcie Filip”. Dzięki temu narzędziu zaczęłam odkrywać Słowo! Nie tylko Je słyszeć, ale POZNAWAĆ. Nagle okazało się, że każde słowo z Biblii przemawia, że jedno słówko potrafi niesamowicie otworzyć horyzonty, zmienić myślenie i dać jasność sytuacji na moje życie. Słowo Boże było i jest na moich ustach, a konkretne wersety mam przed oczami, np., kiedy siadam do posiłku: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Mt.4,4
Ewa pod wpływem studiowania Bożego Słowa gruntownie zmienia myślenie. To, co stare przemija, a pojawia się zupełnie nowa perspektywa:
„Bez Jezusa, bez Jego miłości, której świadectwem jest Krzyż, na którym przybity został mój grzech byłoby to niemożliwe, to wiem na pewno. Doświadczam tego, że Moc w słabości się doskonali, bo „Krzyż jest mocą przez słabość”. Zwycięstwo Jezusa na krzyżu, zwycięstwo nad grzechem dało mi wiarę w to, że zwyciężę, że Bóg mnie wyprowadzi z niewoli mojej otyłości i niewoli duchowej. Cała reszta tj. dieta, aktywność fizyczna, plan działania na każdy dzień, w moim przypadku była tylko dodatkiem do osiągnięcia sukcesu z Bogiem. Wszystkim, którzy widzą efekty, mówię, że to łaska z Nieba i nie jest to slogan. Naprawdę mam w tym wszystkim łaskę od Boga do odważnego działania – taka łatwość we wszystkim. Robię to, stawiam kroki, ale tak naprawdę to wszystko robi się samo.
Dzisiaj już dzięki Bogu – zwyciężyłam!! Po roku mojej drogi schudłam prawie 44 kilogramy i chociaż nie osiągnęłam jeszcze moich zamierzeń, wiem, że jest to dla mnie ogromny sukces i powód do nieustannego dziękczynienia Bogu. Takiej wagi nie miałam od czasów nastoletnich! On pokazuje mi, że jest ze mną w każdej dziedzinie mojego życia, w każdym problemie, w każdym zranieniu. Świat mi już nie powie – Boga nie ma. Ja też już sobie nie powiem – gdzie jest Bóg? Staję przed lustrem i widzę CUD i nikt tak dobrze, jak ja, nie wie, jak WIELKI TO CUD! Stało się to, co dla mnie było niemożliwym przez całe życie. Teraz wiem jedno: dosyć udawania wiary, dosyć wykonywania jakichś działań, uczynków, rytuałów, które miałyby mi kupić Niebo. Bez stawania w prawdzie o sobie samym, bez prawdziwej relacji z Bogiem, bez spotykania się z Nim w Jego Słowie, bez Krzyża i bez umierania na Nim dla samego siebie, bez miłości… nie ma wiary.
Ciągle jestem w drodze, drodze przemiany mojego serca, mojego umysłu, mojego życia, a także ciągle mojego ciała. Upadam, ale się podnoszę, bo już wiem, gdzie jest Zwycięzca i wiem, gdzie ja będę dzięki Jezusowi!
|